Mieszkanie, w którym nikt nie sprzątał od lat, wycenia się inaczej niż zwykłe zlecenie. Cennik za liczbę pokoi zakłada określony stan wyjściowy — tutaj nie da się go przewidzieć, więc pracujemy godzinowo, po 50 zł za godzinę, i mówimy z góry, ile godzin realnie potrzeba.
Zaczynamy od oceny na miejscu albo ze zdjęć. Potem pracujemy etapami: najpierw wyniesienie rzeczy do wskazanego miejsca i odsłonięcie powierzchni, potem sprzątanie właściwe, na końcu detale. Przy dużym zakresie wysyłamy dwie osoby i planujemy więcej niż jeden dzień — obiecywanie takiego mieszkania w jednej wizycie byłoby po prostu nieprawdą.
To zlecenie bywa krępujące dla osoby, która je składa, i zdajemy sobie z tego sprawę. Nie komentujemy stanu mieszkania, nie robimy zdjęć poza tymi uzgodnionymi i nie opowiadamy o zleceniach. Jeśli chcesz, żeby wykonawca nie wchodził do konkretnego pomieszczenia — nie wejdzie.
Co zostaje, a co idzie do wyrzucenia. Nie podejmujemy tych decyzji za klienta: rzeczy niepewne odkładamy w jedno miejsce i pytamy. To spowalnia pracę, ale alternatywa — wyrzucenie czegoś, co miało zostać — jest nie do naprawienia.
W takich mieszkaniach dywany i tapicerka bywają głównym źródłem zapachu. Pranie ekstrakcyjne wyceniamy osobno: dywan 10 zł za metr kwadratowy, kanapa 140 zł, materac od 70 zł. W nadmorskim klimacie dochodzi wilgoć, przez którą zapach trzyma się dłużej niż w suchym mieszkaniu — czasem uczciwiej jest powiedzieć, że mebel nadaje się do wyrzucenia, i mówimy to.
Nie wywozimy odpadów i mebli poza posesję: przy dużej ilości rzeczy potrzebny jest kontener, który zamawia właściciel. Nie prowadzimy dezynfekcji fumigacyjnej, nie zajmujemy się dezynsekcją i deratyzacją, nie usuwamy pleśni ze ścian tam, gdzie przyczyną jest wilgoć w murze. Nie sprzątamy po zdarzeniach wymagających służb sanitarnych.
Mieszkanie dwupokojowe w naprawdę złym stanie to zwykle dwa dni pracy dwóch osób. Kwota rośnie więc do kilkuset złotych i lepiej wiedzieć to na starcie, niż dowiadywać się w trakcie — dlatego zawsze podajemy widełki przed pierwszą wizytą, a nie po niej.
Po opisie i zdjęciach podajemy widełki godzinowe. Ostateczna kwota wynika z rzeczywistego czasu pracy.
Przy większych zleceniach tak, przed ustaleniem terminu.
Przy pierwszej wizycie tak — ktoś musi decydować o rzeczach.